Cały dzień siedzę i próbuję napisać posta o surfaktantach kationowych. Niestety bezskutecznie. Moje zdolności przyswajania informacji drastycznie spadły i tym sposobem czytam jedną linijkę 5 minut na dodatek nic z tego nie rozumiejąc. Żeby nie było cicho przychodzę dzisiaj z reflekcjami na temat "włosomaniactwa", gustu i wyglądu ogółem. Jeśli kogoś interesują przemyślenia nieletniej, zapraszam do czytania :).
Wydaje mi się, że moje priorytety są sprzeczne z priorytetami większości włosomaniaczek. Nigdy nie dążyłam do długości idealnej, nie chciałam równomiernego skrętu, blasku, ograniczenia wypadania ani końcówek ostrych jak brzytwa. Nie laminowałam włosów, nie hennowałam i nie tworzyłam cudów z półproduktów, bo zwyczajnie nie mam ochoty się tym babrać. Moja pielęgnacja nigdy nie była systematyczna ani bogata. Maska gdy mi się przypomni, a olej jeśli akurat jest pod ręką. Pięlęgnacja "godna włosomaniaczki" wymaga ode mnie systmatyczności, której nie mam, więc nie będę nic robić na siłę. Jeśli siię zniszczą to trudno. Włosy nie ręka, odrosną.
Znam się na składach i jestem włosowo uświadomiona, ale zawsze patrzę na włosy jako na martwy naskórek, który przede wszystkim... ma być ozdobą i odzwierciedlać charakter człowieka. Dlatego nie potępiam prostowania, czesania fal ani innych tego typu rzeczy. Jeśli ktoś się tak dobrze czuje to może prostować, rozjaśniać, niszczyć włosy farbami chemicznymi i degażówkami. Ważne żeby pamiętał o konsekwencjach.
Wiem, że nie powinno się patrzeć na opinie innych ludzi, ale miło jest usłyszeć, że uczesanie, cięcie czy kolor wybitnie pasuje do twarzy czy sposobu bycia. Nie słyszę często, że komuś moje włosy się podobają, ale często słyszę, że do mnie pasują.. Najczęściej na mojej głowie gości bałagan. Nie czeszę się, jedynie ugniatam włosy na żelu, a suche "wymiętoszę" ręcznikiem i wychodzę. Są lekko za ramiona w kolorze ciemnego blondu więc efekt końcowy przypomina nieco grzywę lwa i podobno bardzo pasuje do mojego stylu, podejścia do życia i charakteru. Czasami, gdy sytuacja wymaga ode mnie bardziej eleganckiego wyglądu lub po prostu mam ochotę na zmianę, robie sobie miły wieczór z maską i olejem, a następnego dnia suszę i prostuję. Nie widzę w tym nic złego, nie jest mi moich włosów żal.
Moim marzeniem są włosy Galadrieli (kto oglądał Władcę Pierścieni ten wie ;)) i do tego obecnie dążę. Dalej na liście celów widnieje rozjaśnianie do białego, błękit, dready i ścięcie na tzw pixie. Dokładnie w tej kolejności, ale jeśli zapragnę radykalnej zmiany, to nie będę żałować :).
Uważam, że włosy to część wizerunku i zapuszczanie, wytrwałe upinanie, czy fale po nocnym warkoczu mogą popsuć całość i wprawiać człowieka w złe samopoczucie. Co innego, jeśli np długi do pasa warkocz to czyiś znak rozpoznawalny i nie zrezygnuje z niego nawet ubierając elegancką wieczorową suknie. To jestem w stanie zrozumieć i poprzeć całym sercem.
Co Wy myślicie na ten temat ;)?
sobota, 31 sierpnia 2013
wtorek, 27 sierpnia 2013
Wracam :)
Follow my blog with Bloglovin
Po dość długiej przerwie, z której wytłumaczę się później, wracam :) pomyślałam, że warto zacząć pisać częściej, może akurat komuś się to spodoba. Od września zaczynam naukę w liceum na profilu biologiczno-chemicznym. Jestem przekonana, że tutaj będę rozwijać się na tej płaszczyźnie bardziej niż w szkole :D drugi raz podejmuję się wyzwania, mam nadzieję, że będę systematyczna w tym co robię. Postaram się również ogarnąć Bloglovin i częściej komentować Wasze blogi. Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję wszystkim, którzy nadal o mnie pamiętali :)
Po dość długiej przerwie, z której wytłumaczę się później, wracam :) pomyślałam, że warto zacząć pisać częściej, może akurat komuś się to spodoba. Od września zaczynam naukę w liceum na profilu biologiczno-chemicznym. Jestem przekonana, że tutaj będę rozwijać się na tej płaszczyźnie bardziej niż w szkole :D drugi raz podejmuję się wyzwania, mam nadzieję, że będę systematyczna w tym co robię. Postaram się również ogarnąć Bloglovin i częściej komentować Wasze blogi. Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję wszystkim, którzy nadal o mnie pamiętali :)
środa, 13 lutego 2013
Formaldehyd - konserwanty cz.2
Po długiej przerwie wreszcie publikuję część drugą, którą postanowiłam podzielić na kilka krótszych wpisów. Zapraszam :).
Na pierwsze miejsce zasługują pochodne alkanów czyli aldehydy. Aldehydy to związki organiczne posiadające grupę aldehydową czyli CHO. Charakteryzują się toksycznością, ostrym zapachem i działaniem grzybo i bakteriobójczym. Im krótszy łańcuch węglowy tym większa toksyczność i lepsza rozpuszczalność w wodzie. Otrzymuje się je przez odwodornienie alkoholi, stąd ich nazwa ALchol DEHYDrogenatus.
Pierwszy w szeregu homologicznym jest aldehyd mrówkowy - formaldehyd o wzorze HCHO. Jest on wyjtkowy, gdyż prawie wszystkie aldehydy są ciałami stałymi. Ten ma postać gazu. Jego nasycony roztwór (34-38%) to formalina. Substancja ta jest stosowana do konserwacji preparatów biologicznych (a dawniej ludzkich zwłok). Nie pozwala mikroorganizmom rozwijać się. W kosmetyce stosowany jako konserwant, najczęściej w produktach przeznaczonych do paznokci i stylizacji włosów. Zabroniono dodawać do produktów dziecięcych, gdyż podowuje podrażnienia oczu i układu oddechowego. Silnie uczula. Jeśli stężenie w produkcie przekroczy 0,05% wymagane jest ostrzeżenie na opakowaniu, ale w lakierach do paznokci dopuszczalne stężenie to 5%, które już, jak wiadomo nie jednemu zrobiło krzywdę. Lakiery niektórych firm np Golden Rose mają informację, że nie zawierają formaldehydu i toluenu (o nim przewidziany następny wpis ;)). Przespiesza starzenie się skóry i jest podejrzewana o działanie rakotwórcze. W niektórych krajach zabroniony.
Występuje naturalnie w ludzkim organiźmie w procesie tworzenia się białka
Obecnie rzadko stosuje się ją w czystej postaci, lecz w postaci wielocząteczkowych związków tzw uwalniaczy formaldehydu, które utrudniają powstawanie trujących oparów. W INCI znajdziemy je pod nazwą:
-Quaternium-15 (swoją drogą jest to również substancja myjąca - surfaktant kationowy)
-5-Bromo-5-nitro-1,3-dioxane
-Diazolidinyl Urea
-Imidazolidinyl Urea
-DMDM Hydantoin
-Benzylhemiformal
W żywności pod postacią E-236 i E-240.
Smuci mnie troszkę fakt, że ludzie o tym nie wiedzą i kupują produkty z napisem "bez parabenów", a z hydantoiną na 5 miejscu... Nie dajmy się producentom :)
Źródła, z których korzystałam:
- link
- link
Polecam również ten wpis Mysi o formalinie ;)
Pozdrawiam :)
Na pierwsze miejsce zasługują pochodne alkanów czyli aldehydy. Aldehydy to związki organiczne posiadające grupę aldehydową czyli CHO. Charakteryzują się toksycznością, ostrym zapachem i działaniem grzybo i bakteriobójczym. Im krótszy łańcuch węglowy tym większa toksyczność i lepsza rozpuszczalność w wodzie. Otrzymuje się je przez odwodornienie alkoholi, stąd ich nazwa ALchol DEHYDrogenatus.
Pierwszy w szeregu homologicznym jest aldehyd mrówkowy - formaldehyd o wzorze HCHO. Jest on wyjtkowy, gdyż prawie wszystkie aldehydy są ciałami stałymi. Ten ma postać gazu. Jego nasycony roztwór (34-38%) to formalina. Substancja ta jest stosowana do konserwacji preparatów biologicznych (a dawniej ludzkich zwłok). Nie pozwala mikroorganizmom rozwijać się. W kosmetyce stosowany jako konserwant, najczęściej w produktach przeznaczonych do paznokci i stylizacji włosów. Zabroniono dodawać do produktów dziecięcych, gdyż podowuje podrażnienia oczu i układu oddechowego. Silnie uczula. Jeśli stężenie w produkcie przekroczy 0,05% wymagane jest ostrzeżenie na opakowaniu, ale w lakierach do paznokci dopuszczalne stężenie to 5%, które już, jak wiadomo nie jednemu zrobiło krzywdę. Lakiery niektórych firm np Golden Rose mają informację, że nie zawierają formaldehydu i toluenu (o nim przewidziany następny wpis ;)). Przespiesza starzenie się skóry i jest podejrzewana o działanie rakotwórcze. W niektórych krajach zabroniony.
Występuje naturalnie w ludzkim organiźmie w procesie tworzenia się białka
Obecnie rzadko stosuje się ją w czystej postaci, lecz w postaci wielocząteczkowych związków tzw uwalniaczy formaldehydu, które utrudniają powstawanie trujących oparów. W INCI znajdziemy je pod nazwą:
-Quaternium-15 (swoją drogą jest to również substancja myjąca - surfaktant kationowy)
-5-Bromo-5-nitro-1,3-dioxane
-Diazolidinyl Urea
-Imidazolidinyl Urea
-DMDM Hydantoin
-Benzylhemiformal
W żywności pod postacią E-236 i E-240.
Smuci mnie troszkę fakt, że ludzie o tym nie wiedzą i kupują produkty z napisem "bez parabenów", a z hydantoiną na 5 miejscu... Nie dajmy się producentom :)
Źródła, z których korzystałam:
- link
- link
Polecam również ten wpis Mysi o formalinie ;)
Pozdrawiam :)
niedziela, 20 stycznia 2013
Konserwanty
Zacznijmy od najważniejszej informacji. Nie ma rzeczy bez konserwantów ;) czyli kolejna wzmianka o kłamstwach producenta :D. Konserwanty wydłużają przydatność produktu do zużycia/spożycia, więc siłą rzeczy muszą być wszędzie, w każdym produkcie dopuszczonym do sprzedaży.
Dzisiaj chciałabym opisać podstawowy podział konserwantów, właściwości, możliwe reakcje alergiczne i wytłumaczyć, dlaczego nie nalezy się przejmować parabenami ;).
Na pierwszy ogień bezpieczne konserwanty ;)
1. Kwas sorbowy i jego sole.
Jest to łagodna grupa konserwantów, posiada właściwości konserwujące tylko w niskim pH (kwasowym). Skuteczność wzrasta, jeśli kwas jest w towarzystwie chlorku sodu, cukrów i fosforanów. Nadaje się do konserwacji serów, ponieważ nie wchodzi w reakcje z kwasem mlekowym. W organiźmie ludzkim jest oksydowany (proces przekształcenia kwasów tłuszczowych). Wikipedia podaje, że kwas i jego sole mogą uczulać, powodować rumień itp.
W żywności przyjmuje oznaczenia E 200-203 i jest zupełnie nieszkodliwy.
W kosmetyce:
-Sorbic Acid
-Potassium Sorbate
-Sodium Sorbate itd
2.Methylchloroisothiazolinone itp
Przyznam, że trudno mi napisać resztę, ale każdy wie o co chodzi ;) to, co zaczyna się na M i za nic w świecie nie da się płynnie wymówić - to właśnie ten konserwant :D żeby było śmieszniej LINK i LINK jako jedne z pierwszych wyników.... :D
Konserwant rozpuszczalny w wodzie, chroni przed zakażeniem. Raczej nie stosowany w żywności. Dopuszczalne stężenie to 0.0015%. W większym stężeniu niebezbieczna, ale nie ma co się bać, w większym stężeniu nie zostanie dopuszczony do sprzedaży ;). Stabilny w pH 5-9.
Mieszanka tego i drugiego methylchloroczegośtam jest stosowana pod nazwą Katon CG i uczuliła 1,1% badanych, natomiast parabeny tylko 0,3% więcej informacji tutaj.
3. Parabeny
Patrząc po niektórych opiniach jest to największe zło współczesnego świata.
Estry kwasu 4-hydroksybenzoesowego i parahydroksybenzoesowego są powszechnie uważane za toksyczne i rakotwórcze, dzięki prawdobodobnie zafałszowanym wynikom pewnego badania. Próbowałam się dokopać do tych informacji, ale są skutecznie ukrywane :D w każdym razie nie udowodniono im toksyczności. Parabeny uczulają tak jak każde inne konserwaty, czyli w granicach 0,2 - 1%. Maksymalne stężenie to 0,4%. Jeśli producent się tego trzyma, to nie widzę powodów do paniki ;).
4. Do względnie bezpiecznych substancji należy też FEOG jakim konserwuje się kosmetyki samorobione, w INCI jest to Phenoxyethanol. Nie powinno się go wdychać, bo podrażnia drogi oddechowe. Może też wywoływać wysypke i podrażniać. Największe możliwe stężenie to 1%. Więcej o nim tutaj (swoją drogą świetne zdjęcie :D).
Mam nadzieję, że post okazał się przydatny :) niedługo opis konserwantów, na które należy uważać
Dzisiaj chciałabym opisać podstawowy podział konserwantów, właściwości, możliwe reakcje alergiczne i wytłumaczyć, dlaczego nie nalezy się przejmować parabenami ;).
Na pierwszy ogień bezpieczne konserwanty ;)
1. Kwas sorbowy i jego sole.
Jest to łagodna grupa konserwantów, posiada właściwości konserwujące tylko w niskim pH (kwasowym). Skuteczność wzrasta, jeśli kwas jest w towarzystwie chlorku sodu, cukrów i fosforanów. Nadaje się do konserwacji serów, ponieważ nie wchodzi w reakcje z kwasem mlekowym. W organiźmie ludzkim jest oksydowany (proces przekształcenia kwasów tłuszczowych). Wikipedia podaje, że kwas i jego sole mogą uczulać, powodować rumień itp.
W żywności przyjmuje oznaczenia E 200-203 i jest zupełnie nieszkodliwy.
W kosmetyce:
-Sorbic Acid
-Potassium Sorbate
-Sodium Sorbate itd
2.Methylchloroisothiazolinone itp
Przyznam, że trudno mi napisać resztę, ale każdy wie o co chodzi ;) to, co zaczyna się na M i za nic w świecie nie da się płynnie wymówić - to właśnie ten konserwant :D żeby było śmieszniej LINK i LINK jako jedne z pierwszych wyników.... :D
Konserwant rozpuszczalny w wodzie, chroni przed zakażeniem. Raczej nie stosowany w żywności. Dopuszczalne stężenie to 0.0015%. W większym stężeniu niebezbieczna, ale nie ma co się bać, w większym stężeniu nie zostanie dopuszczony do sprzedaży ;). Stabilny w pH 5-9.
Mieszanka tego i drugiego methylchloroczegośtam jest stosowana pod nazwą Katon CG i uczuliła 1,1% badanych, natomiast parabeny tylko 0,3% więcej informacji tutaj.
3. Parabeny
Patrząc po niektórych opiniach jest to największe zło współczesnego świata.
Estry kwasu 4-hydroksybenzoesowego i parahydroksybenzoesowego są powszechnie uważane za toksyczne i rakotwórcze, dzięki prawdobodobnie zafałszowanym wynikom pewnego badania. Próbowałam się dokopać do tych informacji, ale są skutecznie ukrywane :D w każdym razie nie udowodniono im toksyczności. Parabeny uczulają tak jak każde inne konserwaty, czyli w granicach 0,2 - 1%. Maksymalne stężenie to 0,4%. Jeśli producent się tego trzyma, to nie widzę powodów do paniki ;).
4. Do względnie bezpiecznych substancji należy też FEOG jakim konserwuje się kosmetyki samorobione, w INCI jest to Phenoxyethanol. Nie powinno się go wdychać, bo podrażnia drogi oddechowe. Może też wywoływać wysypke i podrażniać. Największe możliwe stężenie to 1%. Więcej o nim tutaj (swoją drogą świetne zdjęcie :D).
Mam nadzieję, że post okazał się przydatny :) niedługo opis konserwantów, na które należy uważać
środa, 26 grudnia 2012
Parę słow o chlorku sodu
Sół kuchenna - NaCl występuje powiszechnie jako dodatek do różnych produktów, jednak mało kto wie, jakie spełnia funkcje. Ten post powinien to przybliżyć ;).
W składzie można ją spotkać pod nazwą Sodium Chloride i co sprytniejsi widzą bez trudu co się pod nią kryje ;). Chlorek sodu wpływa na gęstość substancji, zwłaszcza jeśli takowa ma charakter myjący. Według Kosmopedii wpływa na wzrost lepkości w preparatach zawierających anionowe SPC. Nie wiem jak się ma sprawa z innymi rodzajami detergentów, ale teraz przynajmniej wiadomo, dlaczego tańsze środki myjące mają już na 3cim miejscu sól. Sól - jak wiadomo - jest tania, więc można jej dosypywać w dużych ilościach. Dosypana do produktu zwiększa jego gęstość. Chcąc zmiejszyć koszty produkcji dosypują sól, która jest tania, zwiększa gęstość i dodatkowo również myje. Przecież to takie proste. Jednak jest pewien haczyk. Sól może zaszkodzić i przekonali się o tym wszyscy, którym chociaż raz spadła na świeżą rankę lub do oka. Dlatego soli nie powinno być w produktach przeznaczonych do mycia dzieci i skóry atopowej. Ludziom o wytrzymałej skórze nie powinna przeszkadzać, ale u innych może powodować wypadanie (tak jak i łupież spowodowane podrażnieniem) lub przesuszenie. Sama w sobie nie jest złym składnikiem, ale należy uważać :)
W składzie można ją spotkać pod nazwą Sodium Chloride i co sprytniejsi widzą bez trudu co się pod nią kryje ;). Chlorek sodu wpływa na gęstość substancji, zwłaszcza jeśli takowa ma charakter myjący. Według Kosmopedii wpływa na wzrost lepkości w preparatach zawierających anionowe SPC. Nie wiem jak się ma sprawa z innymi rodzajami detergentów, ale teraz przynajmniej wiadomo, dlaczego tańsze środki myjące mają już na 3cim miejscu sól. Sól - jak wiadomo - jest tania, więc można jej dosypywać w dużych ilościach. Dosypana do produktu zwiększa jego gęstość. Chcąc zmiejszyć koszty produkcji dosypują sól, która jest tania, zwiększa gęstość i dodatkowo również myje. Przecież to takie proste. Jednak jest pewien haczyk. Sól może zaszkodzić i przekonali się o tym wszyscy, którym chociaż raz spadła na świeżą rankę lub do oka. Dlatego soli nie powinno być w produktach przeznaczonych do mycia dzieci i skóry atopowej. Ludziom o wytrzymałej skórze nie powinna przeszkadzać, ale u innych może powodować wypadanie (tak jak i łupież spowodowane podrażnieniem) lub przesuszenie. Sama w sobie nie jest złym składnikiem, ale należy uważać :)
środa, 19 grudnia 2012
Surfaktanty anionowe
Surfaktanty anionowe wzięły swoją nazwę (jak zresztą wszystkie grupy SPC) od ładunku grupy hydrofilowej. Ładunek ten jest ujemny, co zwiększa skuteczność mycia. Między innymi dlatego te środki są najcześciej stosowane w przemyśle kosmetycznym (włosy ładują się dodatnio) i gospodarczym. Surfaktanty mogą być produktami estryfikacji (SLS to ester), siarczanowania kwasów tłuszczowych, zobojętniania wyższych kwasów karboksylowych czyli produkcji mydła itd...
Zanim pociągnę temat dalej napiszę parę informacji, z którymi nie każdy chyba się spotkał.
SCS nie jest łagodnym detergentem! Działanie ma identyczne jak SLS, jedynie nie jest pozyskiwane syntetycznie a naturalnie.
Druga sprawa, to taka bardziej ciekawostka :D. Gdy w składzie widzimy surfaktant anionowy (lista za chwilę) oraz betainę lub inny detergent amfoteryczny, "złe" działanie SLS zostanie stłumione, natomiast jeśli w składzie czai się laureth-7 (im większy numer tym większa moc. Podejrzewam, że jest to związane z długością łańcucha) to moc detergentów będzie zwiększona.
Są one uznane za najgroźniejsze dla skóry, ale ja uważam, że nie ma powodu do paniki. Wiele "uświadomionych" kobiet nawet by się za takim szamponem czy mydłem nie obejrzało. Proponuję więc zerknąć na skład własnej pasty do zębów i zastanowić się co jest gorsze :D. Oczywiście, skoro teraz mamy wolny wybór pod tym względem, to możemy wybierać inne detergenty, ale nie demonizować anionowych proszę ;).
Zanim pociągnę temat dalej napiszę parę informacji, z którymi nie każdy chyba się spotkał.
SCS nie jest łagodnym detergentem! Działanie ma identyczne jak SLS, jedynie nie jest pozyskiwane syntetycznie a naturalnie.
Druga sprawa, to taka bardziej ciekawostka :D. Gdy w składzie widzimy surfaktant anionowy (lista za chwilę) oraz betainę lub inny detergent amfoteryczny, "złe" działanie SLS zostanie stłumione, natomiast jeśli w składzie czai się laureth-7 (im większy numer tym większa moc. Podejrzewam, że jest to związane z długością łańcucha) to moc detergentów będzie zwiększona.
Są one uznane za najgroźniejsze dla skóry, ale ja uważam, że nie ma powodu do paniki. Wiele "uświadomionych" kobiet nawet by się za takim szamponem czy mydłem nie obejrzało. Proponuję więc zerknąć na skład własnej pasty do zębów i zastanowić się co jest gorsze :D. Oczywiście, skoro teraz mamy wolny wybór pod tym względem, to możemy wybierać inne detergenty, ale nie demonizować anionowych proszę ;).
piątek, 23 listopada 2012
Surfaktanty - charakterystyka i działanie
Surfaktanty (inaczej tensydy) to substancje o charakterze polarnym występujące powszechnie we wszystkich chemikaliach służących do oczyszczania. Od płynu do naczyń po szampon, chociaż jeden od drugiego niewiele się różni. Charakter polarny substancji to (jakby ktoś nie wiedział ;)) wg Wikipedii "właściwość indywiduów chemicznych polegająca na występowaniu w nich elektrycznego momentu dipolowego w wyniku nierównomiernego rozłożenia cząstkowych ładunków elektrycznych w ich objętości." :D. Po naszemu : cząsteczka danej substancji musi mieć nierównomiernie rozłożony ładunek elektryczny, żeby była polarna. Nie musi by jonowa ogólnie (nie musi być naładowana dodatnie lub ujemnie) by była polarna. Np cząsteczka wody jest obojętna elektrycznie, a jest polarna, ponieważ elektrony w wiązaniach sa przesunięte w stronę tlenu i tworzą w tej okolicy (nie całej cząsteczce) ładunek ujemny. To tak słowem wstępu :).
Surfaktanty składają się (podobnie jak cząsteczka wody) z dwóch części : hydrofobowej (lipofilowej) i hydrofilowej. W wielkim uproszczeniu wygląda on tak:
Część hydrofilowa jest polarna, lub posiada grupę funkcyjną która wytwarza miejscowy ładunek elektryczny. Ta część lubi lączyć się z wodą. Natomiast część hydrofobowa jak sama nazwa wskazuje, wody nie lubi, ale za to lubi tłuszcze, skąd druga nazwa - lipofilowa. Nie jest ona polarna. Jako iż surfaktanty posiadają obie te grupy, są nazwane związkami amififilowymi. Dzięki tej swojej właściwości są dobrymi środkami oczyszczającymi.
Jak już napisałam, część hydrofobowa łączy się z tłuszczami, a część hydrofilowa z wodą. Do tego sprawadza się całe działanie surfaktantów. Cząstka składająca się z surfaktantu, tłuszczu i wody nosi nazwę miceli. Micele można łatwo usunąć z czyszczonej powierzchni, dlatego surfaktanty znajdują szerokie zastosowanie w wielu dziedzinach życia.
Surfaktanty dzielą się na anionowe, kationowe, amfoteryczne i niejonowe. Szczegółowo wszystkie grupy opiszę w następnym poście :)
Wszystkie informacje tutaj zamieszczone są mojego autorstwa, poszczególne z wypisanym źródłem.
Miłego wieczoru :)
Thalea
Surfaktanty składają się (podobnie jak cząsteczka wody) z dwóch części : hydrofobowej (lipofilowej) i hydrofilowej. W wielkim uproszczeniu wygląda on tak:
![]() |
| źródło |
Jak już napisałam, część hydrofobowa łączy się z tłuszczami, a część hydrofilowa z wodą. Do tego sprawadza się całe działanie surfaktantów. Cząstka składająca się z surfaktantu, tłuszczu i wody nosi nazwę miceli. Micele można łatwo usunąć z czyszczonej powierzchni, dlatego surfaktanty znajdują szerokie zastosowanie w wielu dziedzinach życia.
Surfaktanty dzielą się na anionowe, kationowe, amfoteryczne i niejonowe. Szczegółowo wszystkie grupy opiszę w następnym poście :)
Wszystkie informacje tutaj zamieszczone są mojego autorstwa, poszczególne z wypisanym źródłem.
Miłego wieczoru :)
Thalea
Subskrybuj:
Posty (Atom)
